Wiek drzew – szacunek czy obliczenia

Absurdów prawnych w Polsce nie brakuje. Dlaczego miało by ich nie być w praktyce architekta krajobrazu?

Powszechnie wiadomo, że opłaty za usuwanie drzew z powodów komercyjnych są wysokie. Tak wysokie, że czasami przesądzają o rentowności całej inwestycji. Dlatego każdy sposób, który pomoże ich uniknąć jest dobry. Sposobów jest oczywiście kilka i są one związane z główną bolączką procedur prawnych, czyli z uznaniowością urzędniczą. Podstawowy sposób uniknięcia opłat związany jest z wiekiem drzewa.

W trakcie ostatniej inwentaryzacji problem obliczania wieku drzew po raz kolejny uświadomił mi absurd zapisów ustawy o ochronie przyrody. Właściciel działki wie, że drzewo zostało posadzone z okazji urodzin jego brata 65 lat temu. Z tabel porównawczych wynika, ze drzewo ma lat 120. I mimo, że ustawa nie wymaga podania wieku drzew we wniosku, a wiek tego drzewa, w żaden sposób nie wpływa na zwolnienia z opłat, to urząd sobie życzy…I z jednej strony jest właściciel, który wie ile drzewo ma lat, a z drugiej urząd, który wie ile lat podają tabele.

Z ustawy wynika, że wiek drzewa, które chcemy usunąć, warto znać. W przynajmniej dwóch artykułach jest mowa o wieku drzew i na podstawie tych właśnie artykułów możemy albo uniknąć całej procedury uzyskiwania pozwolenia na wycinkę, albo przynajmniej uzyskać zwolnienie z opłat. Pierwszy przypadek wydaje się nieskomplikowany. Drzewa poniżej 10 lat można usuwać bez pozwolenia. Proste? Proste, o ile nikt nie zakwestionuje, że to co wycięliśmy miało mniej niż 10 lat. Drugi przypadek to już dla mnie mała zagadka. Artykuł 86 pkt. 1 mówi, że nie pobiera się opłat za usunięcie drzew, które posadzono lub wyrosły na nieruchomości po zakwalifikowaniu jej w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na cele budowlane. Pomijając na razie inne aspekty artykułu 86, oczywistym jest, że jeżeli znamy datę uchwalenia planu, to dobrze jest też znać wiek drzew, które chcemy usunąć. A nuż okażą się młodsze!

I teraz dochodzimy do sedna sprawy – jak obliczyć wiek drzew.

Metod jest kilka. Tabele porównawcze, świder Presslera, rezystograf, tomografia komputerowa. Problem w tym, że żadna się nie nadaje.

A urzędnicy co raz częściej wymagają podania wieku drzewa we wniosku o wycinkę. Nie zważając na to, ze ustawa szczegółowo określa co w tym wniosku znaleźć się powinno. Dlatego przeprowadziłam ostatnio ankietę telefoniczną, dzwoniąc do kilkunastu urzędów, pytałam, jaką metodą obliczają wiek drzew. Wszyscy zgodnie odpowiedzieli, ze wiek drzew obliczają na podstawie tabel Majdeckiego.

Tabele porównawcze opracowane przez prof. Majdeckiego służyć miały analizie wiekowej historycznych parków, gdzie istotne było wskazanie kolejnych etapów nasadzeń, gdzie błąd rzędu 15%-20% nie był istotny. Gdzie dodatkowo założone były warunki parkowe, nie miejskie.

Jednak urzędy, ignorując całkowicie powyższe założenia, traktują tabele Majdeckiego jak wzór matematyczny, gdzie różnica między 9 a 11 lat jest różnicą zasadniczą. Robią tak dlatego, że urzędnik musi mieć na każdą wydaną decyzję podkładkę. I jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe.

Niezrozumiałym dla mnie jest to, jak można stworzyć w ustawie przepis, którego nie można uczciwie i rzetelnie stosować. Przepis, który powoduje, że urzędnicy używają metod z założenia skazanych na nierzetelność, dlatego, że nie ma innego wyjścia.

Oczywiście wskazane jest, żeby istniała granica, poniżej której możemy drzewa wycinać bez pozwolenia. Zastanawiając się ostatnio nad sensownością zapisu ustawy doszłam do wniosku, że proste określenie średnicy poniżej której usuwać można drzewa bez pozwolenia rozwiązałoby cały problem nierzetelności. A jeżeli naprawdę dla ustawodawcy centymetr dębu nie jest równy centymetrowi topoli to należałoby wprowadzić rozróżnienie dla poszczególnych gatunków, np. zgodnie z tabelami Majdeckiego.

 

 

Ewa TwardochWiek drzew – szacunek czy obliczenia